czwartek, 10 maja 2012

Lunchowa przekąska ze szpinakiem, łososiem i jajkiem

Targi, warzywniaki i sklepiki budzą się wraz z wiosną do życia. Pełno w nich zieleni, napawającej radością i optymizmem. Czuć wyraźnie świeżość, słońce i cudne zapachy....także te które wyczuwa się zza uchylonych okien u sąsiadów :-)




U nas w porze sobotniego lunchu czuć było szpinak, łososia i jaja :-) do tego pyszny włoski chlebek z grzybki
masełko i chłodna lemoniada....pysznie :-)

Lunchowe przekąski z jajem, szpinakiem i łososiem
*inspirowane przepisem z Kwestii Smaku

Składniki na 2 porcje:

2 jaja
duża garść szpinaku
ok. 30-40 g łososia wędzonego
3 łyżki masła
sól, pieprz do smaku, gałka muszkatołowa
6 łyżek śmietanki kremówki (30%)



Przygotowanie:

Piekarnik nagrzać do 250 C.

Szpinak podgrzać na patelni na uprzednio rozpuszczonym masełku, dodać śmietankę i trzymać na ogniu aż zwiędnie.

Łososia pokroić na drobne kawałki.

W dwóch żaroodpornych naczyniach poukładać szpinak, na nim łososia i wbić po jajku. Wierzch przyprawić solą, pieprzem i obłożyć wiórkami masła.

Foremki wstawić do żaroodpornego naczynia napełnionego do połowy wysokości foremek wrzącą wodą. Zapiekać ok. 10-12 minut.


Smacznego :-)

wtorek, 17 kwietnia 2012

Wiosenne ciasto z truskawkami




I znowu muszę to napisać - czas biegnie nieubłaganie....tak bezlitośnie szybko, że już sama nie nadążam....tęsknię za urlopem, za chwilką tylko dla siebie, za oddechem od codziennych, przytłaczających obowiązków....chciałabym siąść gdzieś po cichutko, nie musieć się spieszyć, zresetować myśli. Za parę dni majówka, w planach mamy góry i wreszcie kilka upragnionych dni wolnego. Czekam cierpliwie i już upajam się swobodą, spacerami i (mam nadzieję) wiosenną aurą....a w kuchni póki co mam wiosenną aurę pod postacią truskawek.....śliczne, dorodne, prosto z Izraela :-)) - przynajmniej tak twierdzi Pani ze straganu.
W tą niedzielę wystąpiły u nas w cieście czekoladowym z galaretką. Przepyszny, niezbyt słodki deser, poprawił nam humory w deszczowe popołudnie. Z pewnością do powtórzenia jeszcze tej wiosny....

Ciasto czekoladowe z truskawkami i galaretką

Składniki:

  • mała szklanka mleka
  • 80 g gorzkiej czekolady 70%
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 3 łyżki kakao (można dać troszkę więcej)
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 jajko
  • 2/3 szklanki drobnego cukru do wypieków (można dać trochę więcej, zależy jak słodkie ciasto lubimy)
  • 1/4 szklanki oleju (lub ewentualnie roztopionego masła)
  • 3 czubate łyżki kwaśnej śmietany
  • 2 galaretki truskawkowe
  • ok. 400-450 g truskawek (mogą być także mrożone)

Przygotowanie:

Mleko podgrzać i rozpuścić w nim czekoladę. Masę lekko przestudzić.

Wymieszać mąkę pszenną, kakao, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną.

Jajko utrzeć na jasny, dodać cukier i dalej ucierać. Wlać olej (masło), śmietanę i zmiksować. Dodać ostudzone mleko i zmiksować.

Do zmiksowanej masy dodać sypkie składniki, krótko zmiksować, tylko do połączenia się składników.

Formę tortownicę o średnicy 22-23 cm wyłożyć papierem do pieczenia (same dno). Przelać do niej ciasto, wyrównać. Piec w temperaturze 160ºC przez około 25 - 35 minut, do tzw. suchego patyczka. Wyjąć, ostudzić.

Przygotować galaretki, z tymże nie zalewać pełną ilością wody podaną na opakowaniu, a wlać jedynie 700-800 ml. Przestudzić galaretki i zostawić do lekkiego stężenia.

Na ciasto wyłożyć pokrojone owoce, które następnie zalać galaretką.

Wstawić ciasto do lodówki do całkowitego zastygnięcia galaretki.

Smacznego :-)

czwartek, 22 marca 2012

Roczek




I znowu narobiło się Kuchasi kulinarnych zaległości....
Tymczasem, okazji z kulinariami w roli głównej namnożyło się w ostatnim czasie. Najważniejszą z nich był Roczek Gentelmana, który obchodzono hucznie i z należnymi ku temu honorami. Było wytrawne menu, z przekąskami ciepłymi i zimnymi, a co najważniejsze był także i tort, który KuchAsia własnoręcznie piekła i zdobiła. Cieszyła się bardzo Kuchasia z roli Matki, Żony i Kucharki. Goście, chyba zadowoleni i najedzeni?? :-) A Mały Jubilat wdzięczył się radośnie dziękując w ten sposób za liczne prezenty. I aż trudno uwierzyć, że za chwilę skończy 14 miesięcy.....



Tak więc, po prawie dwóch miesiącach, ale jak to się mówi "lepiej późno niż wcale", dzielę się przepisem na "serowy" tort, który przygotowywałam dwukrotnie. Po raz pierwszy w dniu urodzin, z klasycznym przybraniem i po raz drugi - w dniu przyjęcia dla gości, ozdobiony w stylu angielskim z masy cukrowej.

Przepiękne zdjęcia, to zasługa przesympatycznego Pawła, który zgodził się uwiecznić ten ważny dla nas dzień.



Tort brzoskwiniowy
*inspirowany przepisem z Kwestii Smaku z moimi minimalnymi zmianami


Składniki:
  • 7 jaj
  • 1 szklanka cukru
  • 1 szklanka mąki pszennej tortowej
  • 1/3 szklanki mąki ziemniaczanej
Biszkopt:

Masa:
  • 500 g sera mascarpone
  • 500 ml śmietany kremowej do deserów 36%, dobrze schłodzonej
  • 1 szklanka cukru pudru

Przełożenie:
  • 1 duża puszka brzoskwiń w zalewie (480 g owoców)
  • 1/2 szklanki zmiksowanej konfitury brzoskwiniowej
Nasączenie:
  • 6 łyżek syropu brzoskwiniowego (zalewy) z puszki
  • 5 łyżek zaparzonej zielonej herbaty, ostudzonej
  • 2 łyżki soku z cytryny lub limonki
Dekoracja: 50 g białej czekolady



Przygotowanie:
  • Biszkopt: Dno tortownicy (u mnie o średnicy 24 cm) wyłożyć papierem do pieczenia. Boków niczym nie smarować ani nie wysypywać. Mąkę pszenną przesiać razem z mąką ziemniaczaną i wymieszać. Piekarnik nagrzać do 170 stopni. Oddzielić żółtka od białek.
  • Białka ubijać na małych obrotach miksera przez 2 minuty aż się spienią. Stopniowo zwiększając obroty miksera dodawać po łyżce cukier (w krótkich odstępach czasu). Białka ubijać jeszcze na wysokich obrotach miksera przez kilka minut aż będą sztywne i błyszczące. Wciąż ubijając dodawać po łyżce wymieszane żółtka (dodawać kolejną porcję gdy poprzednia ubije się już z białkami).
  • Dodać przesiane mąki (najlepiej w 3 partiach) i mieszać je bardzo delikatnymi ruchami metalowej łyżki lub szpatułki z ubitą masą, starając się nie zniszczyć ubitej piany. Im mniej piana opadnie tym większy i bardziej puszysty będzie biszkopt.
  • Ciasto wylać do formy i wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec przez 35 - 40 minut do suchego patyczka. Od razu wyjąć biszkopt z piekarnika i energicznie rzucić go na blat. Ostudzić.
  • Masa: zimną śmietankę do deserów ubić na bardzo sztywną pianę razem z cukrem pudrem. Delikatnymi ruchami szpatułki wymieszać ją z serem mascarpone. Wstawić do lodówki do czasu przełożenia.
  • Przygotować przełożenie: odłożyć jedną połówkę brzoskwiń, a resztę wyjąć z zalewy i pokroić w kostkę. Wymieszać z konfiturą brzoskwiniową, odstawić.
  • Przygotować nasączenie: w małej miseczce wymieszać syrop brzoskwiniowy, zieloną herbatę i sok z cytryny lub limonki.
  • Upieczony biszkopt wyjąć z piekarnika, ustawić na kratce. Po całkowitym wystudzeniu odciąć chrupiący wierzch, pokruszyć go i zachować do posypania boków. Biszkopt przekroić na 3 poziome blaty, zachowując okruszki.
  • Dolny krążek położyć na paterze, wyłożyć połowę przełożenia (brzoskwiń razem z konfiturą i powstałym sokiem) i skropić 1/3 ilości nasączenia. Wyłożyć 1/3 ilość masy mascarpone i przykryć drugim (środkowym) krążkiem. Skropić go 1/3 nasączenia, ułożyć resztę brzoskwiń i 1/3 masy. Przykryć ostatnim, górnym krążkiem, skropić go resztą nasączenia. Wierzch i boki pokryć ostatnią częścią masy.
  • Boki tortu obłożyć (dłonią) pokruszonym wierzchem tortu i okruszkami z przekrojenia. Wierzch udekorować pokrojoną na plasterki połówką brzoskwini i wiórkowaną (za pomocą obieraczki do warzyw) białą czekoladą. Wstawić do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc. Tort najlepiej zrobić dzień przed podaniem i trzymać w lodówce, aby masa dokładnie zastygła, biszkopty nabrały nieco wilgoci i wszystkie smaki się połączyły.

wtorek, 24 stycznia 2012

Styczeń smutków i radości


Święta i Nowy Rok minęły w tempie iście ekspresowym. A po nich.....nastała szara i smutna rzeczywistość.
Pierwsze tygodnie stycznia opiewają w pracę i całą masę zmartwień rodzinno - osobisto - zawodowych. Nie ma właściwie dnia, w którym nie usłyszałabym czegoś nowego. Kładąc się spać myślę, co mnie jeszcze do cholery spotka w tym styczniu! Ale nie o tym dziś chciałam napisać, bo fakt, że Naród mamy iście sceptyczny nie upoważnia mnie to tego, by na blogu kulinarnym wylewać osobiste żale i rozterki :-)
Zanim jednak o kuchni, muszę podzielić się pewną refleksją, bo oto poza tymi w sumie drobnymi smutkami, styczeń dla mojej Rodziny to czas radości. To w zasadzie od zeszłego roku jeden z najważniejszych miesięcy. Po primo, mała Em. obchodzi w tym roku ćwierćwiecze, po secundo Nasz Kochany Gentelman kończy wyczekiwany Roczek, po tertio mija rok odkąd odebraliśmy nasze wyśnione mieszanie. W zeszłym roku, mniej więcej o tej porze pękałam w szwach biegając po salonach wnętrzarskich, tudzież po brico i szukałam ostatnich elementów do urządzenia mieszania. Kładąc się spać myślałam wówczas o naszym różowym, ślicznym i uśmiechniętym Synku. Dziś siedzę na kanapie, w garnku bulgocze krupnik, a Gentelman nabiera sił w trakcie popołudniowej drzemki.
Przede mną bardzo dużo pracy i to nie tylko na miesiąc styczeń. Ten rok cały zapowiada się pracowity. Muszę mieć zatem dużo siły i zdrowia, by temu sprostać. I myślę tak sobie, że to strasznie fajnie mieć u boku Rodzinę, która wspiera, pomaga, uśmiecha się i ociera łzy, wreszcie której można ugotować garnek krupniku, a Oni stwierdzą, że to najlepszy krupnik, jaki w życiu jedli (Em. dla Ciebie też na jutro zostanie).

Długo mi zeszło z przejściem do meritum :-) Dziś przepis, nie na krupnik, ale na chlebek bananowy. Przepis eks modelki, piszącej lekkim i przyjemnym językiem, uroczej Sophie Dahl, której książkę mam przyjemność posiadać. Próbowałam już Jej wspaniałej zupy szpinakowej z kaszą jęczmienną, a pewnego wieczora przyszła ochota na wypróbowanie chlebka. To prawdziwy hit, przepis, którego nie zostawia się na kiedyś, to przepis który powinno się powtarzać co najmniej raz w miesiącu :-) Polecam!

Chlebek bananowy
*przepis S. Dahl z książki "Apetyczna Panna Dahl"

Składniki:

4 mocno dojrzałe banany
75 g miękkiego masła
200 g cukru trzcinowego
1 jajko, rozmącone
1 łyżka ekstraktu waniliowego
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
170 g mąki (można użyć pszennej lub tylko orkiszowej, ja użyłam 100 g mąki pszennej i 70 g
orkiszowej)


Przygotowanie:

Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C.

Banany dokładnie rozgniatamy widelcem w misce, a następnie dodajemy do nich masło, cukier trzcinowy, jajko i ekstrakt waniliowy - całość ucieramy na gładką masę. Dodajemy sodę i sól, a na końcu ostrożnie mąkę.

Foremkę "keksówkę" wykładamy papierem do pieczenia i wlewamy do niej ciasto. Pieczemy przez godzinę w nagrzanym wcześniej piekarniku. Gotowe!

Smacznego :-)

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Noworocznie


Było końcoworocznie, a zatem musi być i Noworocznie :-) Czas płynie nieubłaganie i czy tego chcemy, czy nie mamy już od dwóch dni Rok 2012.
Rok. który przywitałam wespół z Osobami, które kocham i z którymi zabawa zawsze jest udana :-) I choć była nas cała czwórka to bawiliśmy się niczym zastęp zuchów :-) były stroje, makijaże, odświętne stroje, czapeczki, szampan, muzyka, wreszcie było też i jedzenie. I to nie byle jakie, Kuchcik stwierdził stanowczo - u nas Sylwek w tym roku na bogato! MiniNiania dodała natomiast - o to jest dopiero kuchnia fusion!
Na stole królowała bowiem kuchnia od sasa do lasa. Tak przynajmniej prezentowały się przekąski, które zahaczyły o Grecję, Włochy, Niemcy i Japonię, o której więcej za chwilę. Na ciepło było typowo po polsku - czyli kapusta z Wigilii i barszcz, którego de facto nie zjedzono. Innymi słowy - wyżerka była przednia.

Kuchasiowo chciałabym się natomiast pochwalić domowej roboty sushi, które przygotowywałam po raz pierwszy, choć pewnie nie ostatni :-) Za namową Kuchcika, któremu sushi "strasznie się chciało" i małej Em, która sushi "uwielbia" postanowiłam sprawić przyjemność i spróbować własnych sił.
Efekt zaskoczył nas wszystkich, bo sushi wyszło całkiem efektowne i ładne z wyglądu, a do tego smakowało moim koneserom.
Ja stwierdzam natomiast, że nie ma w tym nic trudnego, poza drobnym szczegółem - należy mieć wprawę :-) człowiek taki jak ja, czyli nie mający doświadczenia, jest w stanie przygotować sushi z tą różnicą, że zajmie mu to dwie godziny. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że miałam Wspaniałych Pomagierów i towarzyszy zabawy, przygotowania upłynęły nam w tempie iście ekspresowym, a ja zgodnie z zapowiedzią zdążyłam z otwarciem imprezy tuż po 19 :-)


Zachęcam zatem do spróbowania sushi domowej roboty, zapewniam, że wrażenia i doznania smakowe będą niesamowite, a cała zabawa po prostu bezcenna.....

Sushi

Do przygotowania sushi potrzebne są:
  • mata bambusowa
  • liście alg morskich
  • ryż
  • sos do ryżu
  • wasabi
  • imbir marynowany
  • czarny sezam

Składniki:
  • tuńczyk
  • wędzony łosoś
  • krewetki tygrysie
  • ogórek
  • awokado
  • papryka
  • paluszki krabowe
  • szczypiorek
  • majonez

Przygotowanie:

Na wstępie przygotowujemy ryż do sushi zgodnie z instrukcją podaną na opakowaniu. Ryż ten gotuje się nieco dłużej niż zwykły, a zatem musimy przeznaczyć na to odpowiednio więcej czasu.

Wszystkie składniki najlepiej przygotować wcześniej, umyć, obrać (ogórka, awokado) i pokroić na w miarę równej długości paski.


Klasyczne sushi zawijamy według następującej zasady:

Kładziemy listek nori na środku maty bambusowej. Nakładamy na niego warstwę ryżu pozostawiając na brzegach niewielkie marginesy. W dolnej części układamy składniki.

Rulon zwijamy tak, aby listki nori zamknęły ryż i składniki w środku, a mata pozostała na zewnątrz. Kroimy na 6-7 równych części.

Sushi odwracane zawijamy według następującej zasady:

Najpierw matę bambusową zakrywamy folią. Na nią nakładamy ryż, nori i dopiero pozostałe składniki.

Zawijamy rulon pamiętając o tym, że mata i folia mają pozostać na zewnątrz. Zwinięte sushi dekorujemy sezamem i kroimy na 6-7 części.

W naszych sylwestrowych sushi pojawiły się między innymi takie kompozycje:

Maki - sushi - czyli ogórek, papryka, łosoś lub zamiennie paluszek krabowy

Hoso - maki - czyli ogórek i awokado

California - maki - czyli łosoś, ogórek, awokado, paluszki krabowe, majonez

Inne to były wariacje na temat, czyli np. ogórek, awokado, tuńczyk, szczypiorek lub papryka, ogórek, tuńczyk itd........

Smacznego Nowego Roku :-))

piątek, 30 grudnia 2011

Końcoworocznie




Ten rok nie był zbyt obfity w kuchasiowe wpisy. Działo się tak po części z powodu pojawienia się w naszym domku - jakże uroczego skądinąd - Gentelmana, po drugie natomiast z uwagi na inne, choć już rzecz jasna mniej istotne wydarzenia zawodowo - rodzinne. Tak czy siak jakieś wpisy jednak się pojawiły i to mnie cieszy najbardziej. Oznacza to bowiem, że KuchAsia nadal żyje :-) A no tak! Co więcej, miniNiania i Kuchcik stale wspierają KuchAsię w rozwijaniu pasji i nie pozwalają na popadanie w kuchenną rutynę. I za to Im chwała i wielkie dzięki!

Kuchennie mam wobec siebie Noworoczne postanowienie - będę lepiej i intensywniej gotować :-) W tym roku, jeszcze długo przed Mikołajem zostałam obdarzona wspaniałym sprzętem domowym, który nie tylko ubija, miele, miksuje, wyrabia, ale także sieka, kroi, wyciska, ba nawet gotuje :-) Napawam się tym wspaniałym gadżetem niczym Kuchcik nowym laptopem. W Nowym Roku zamierzam robić domowe makarony, własne sosy, dżemy, soki....... Mój Gentelman wyrasta i próbuje nowych smaków, jestem pełna nadziei, że zechce pomóc Matce, a następnie będzie z zapałem smakował. Przed nami rok kulinarnych wyzwań, w końcu jak długo można żyć cycem Matki?!!

Wam Drodzy Czytelnicy także życzę wielu doznań i to nie tylko kulinarnych, wszak życie nie tylko wokół żarcia się toczy :-) - choć przyznajcie, że bez niego żyć się nie da :-)) inspiruje się, gotujcie, smakujcie, poszukujcie.....będziemy dzielić się doświadczeniami w tym kulinarno - wirtualnym świecie!

Tymczasem, dziś spieszę podzielić się babeczkami cappuccino przygotowanymi w któreś grudniowe popołudnie. Idealnie wilgotne, o wyrazistym posmaku cappuccino, doskonałe z kawą.....Polecam!



Muffinki cappuccino

*przepis z książki "Muffinki", wyd. Świat Książki
** z podanych składników wyszło mi 14 muffinków
*** w oryginalnym przepisie muffinki podaje się z kremem mascarpone, który ja pominęłam

Składniki:
  • 250 g mąki
  • łyżka kakako
  • 2 opakowania cappuccino w proszku (po 12,5 g)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki sody (dałam 1/4)
  • sól
  • jajo
  • 125 g cukru
  • opakowanie cukru waniliowego
  • 80 ml oleju
  • 100 g świeżego twarożku
  • 300 g maślanki (można zastąpić jogurtem naturalnym)
Przygotowanie:

Piekarnik nagrzać do temp. 180 C.

W jednej misce połączyć roztrzepane jajko, cukier, cukier waniliowy, olej, twarożek i maślankę.

W drugiej misie połączyć suche składniki.

Foremkę na muffinki wyłożyć papilotkami, nakładać ciasto do 3/4 wysokości. Piec ok. 15-25 min. na złotobrązowy kolor. Wyjąć z piekarnik i przestudzić.

Muffinki można podawać z kremem mascarpone lub polewą czekoladową, u mnie rozeszły się "na sucho" :-)

Smacznego :-)

LinkWithin

Blog Widget by LinkWithin